czwartek, 28 lutego 2013

Europo wracamy na chwilę ;) --> Mediolan dzień 17-18

Budzik jak ma to w zwyczaju dzwoni o czasie. Szkoda tylko , że od zamknięcia oczu do momentu kiedy dotarły do naszych uszu sygnały budzika minęła zaledwie godzina. Jednak przed nami długi lot do Europy dlatego też przyświeca nam myśl , iż właśnie  w samolocie zregenerujemy baterię na dalszą podróż równie intensywną ;) 5.45 z plecakami na plecach zgodnie z planem opuszczamy na miejsce zakwaterowania łapiemy taksówkę i jedziemy do międzynarodowego dworca skąd odjeżdżają pociągi na lotnisko.  Wszystko przebiega bardzo płynnie 10min podróż taksówkę i 20 minutowy odcinek pokonujemy pociągiem i wysiadamy na lotnisku w Kuala Lumpur. Lotnisko wygląda oczywiście znajomo gdyż przygoda Azjatycka właśnie na nim się zaczynała.  Z uwagi na dość mocne niewyspanie w ostatnich dniach z dużym wyczekiwaniem nadchodzi moment w którym zasiadamy w samolocie i zamykamy oczy. W Katarze w Doha powinniśmy mieć około godziny i 10 minut na przesiadkę jednak podróż przebiega pod wiatr w związku z czym z obliczeń pokazywanych na monitorach wynika , że na przesiadkę będziemy mieć tylko 15 min. Jeżeli chodzi o nas jest to swoistego rodzaju debiut do tej pory w lotach międzykontynentalnych w tak krótkim czasie się nie przesiadaliśmy z pewnym niedowierzaniem patrzymy na pryzmat naszej przesiadki a tym bardziej zaczynamy powątpiewać czy nasze bagaże zdołają wrócić razem z nami. Nasze bilety i bagaże podręczne  opatrzone są pomarańczowymi emblematami z napisem short transfer , spoglądając z zaciekawieniem na skład samolotu( gdzie i tak zdecydowana pasażerów większość leci traktując Katar jako kraj przesiadkowy) nikt takowych nie ma dlatego też zgłaszamy obsłudze nasze obawy czy na pewno zdążymy na przesiadkę do Europy gdyż perspektywa dłuższego siedzenia na lotnisku jakoś za nam nie pasuje.
Personel zapewnia nas , że linie Qatar Airways czekają na swoich pasażerów a , że to właśnie Doha jest głównym lotniskiem przewoźnika z przesiadką nie powinno być najmniejszych problemów.
Faktycznie przesiadka przebiegła bardzo sprawnie a samolot jednak wystartował prawie godzinę później niż było to w rozkładzie, widać pasażerów o podobnym statusie jak nas było więcej. Wszystko sprawnie pomimo późniejszego wylotu byliśmy zgodnie z planem w Mediolanie.
Cała podróż przebiegła naprawdę błyskawicznie dzięki temu , że sporo czasu w podróży poświęciliśmy nas sen. Z Mediolańskiego lotniska Melpansa udaliśmy się autobusem jednego z prywatnych przewoźników( bilet w dwie strony  16 euro) do centrum Mediolanu. Na miejscu ku naszemu miłemu zaskoczeniu czekała już na nas grupa znajomych (Kasia, Sylwia, Sylwia i Zbyszek) Z uwagi na ten fakt , że mieliśmy okazje się spotkać i wymienić wspomnienia z wyprawy blog przestał być aktualizowany na bieżąco gdyż mocno absorbowały nas opowiadane historie z wyprawy a wolny czas pożytkowaliśmy kontemplując włoskie uroki.  Jak to w zwyczaju bywa udaliśmy się do hotelu
Hotel należał do jednej z tańszych mediolańskich opcji w centrum .Jedno czego możemy być pewni w tej cenie standard hotelu/mieszkania itd. w Tajlandii\Malezji byłby zdecydowanie wyższy.
Po podróży azjatyckiej nie mogliśmy odmówić sobie uczty przy prawdziwej włoskiej pizzy oraz kilku lampkach włoskiego wina.
Kolejny dzień spędziliśmy na spacerach podziwiając włoską architekturę i włoskie przysmaki gorąco możemy polecić włoskie lody  niedaleko katedry Duomo gdzie sam kunszt przygotowania i podania powodował uznanie dla „ kawiarni” gdzie z resztą ustawiała się duża kolejka klientów. Pogoda trafiła nam się wybitnie dobra, piękny słoneczny dzień 8 stopni powyżej zera aż tak bardzo nie dawało nam się we znaki.  Oglądanie panoramy Mediolanu ze szczytów katedry Doumo , dalsze spacery i tak do końca dnia. Niestety nadszedł wieczór i przyszła pora pożegnać się z jednym z naszych towarzyszy podróży azjatyckiej Łukaszem (Dziewina). Dziewina odlatywał wieczornym samolotem z Bergamo - Orio do Katowic dlatego też męska reprezentacja wyprawy odtransportowała bezpiecznie kolegę na lotnisko Orio Bergamo oddalone godzinę drogi od centrum Mediolanu. Z kolegą wróciła też część bagaży do Polski , postanowiliśmy pewne niepotrzebne rzeczy z wyprawy Tajlandzk-Malezyjskiej nadać do Polski i nie transportować ich już na drugi koniec świata do Singapuru. Nucąc All day… All night pożegnaliśmy się i zostawiliśmy Łukasza na lotnisku i wróciliśmy do centrum Mediolanu do reszty naszej ekipy.  Akurat na ten dzień przypadał światowy dzień pizzy więc , chyba można się domyśleć jaka potrawa pojawiła się na kolacje ;).
Co dobre szybko się kończy kolejny dzień znów zaczęliśmy od pakowania i check-outu z hotelu. Już wcześniej znaną trasą wyruszyliśmy na lotnisko Malpensa celem rozpoczęcia kolejnego etapu naszej podróży. Niestety i ten dzień stał pod znakiem pożegnań opuszczała nas Kasia , która leciała tego dnia do Londynu  z tego lotniska lecz innego terminala a przyleciała by spędzić z nami miło weekend w Mediolanie za co bardzo dziękujemy :):) Z uwagi na późniejszy lot Kasia odprowadziła nas i poczekała do czasu naszej odprawy biletowo-bagażowej :)
Z wydrukowanymi biletami z Mediolanu do Rzymu a następnie z Rzymu do Paryża udaliśmy się do bramek w oczekiwaniu na samolot… Czas znów wzbić się w powietrze i zmienić miejsce ... wcześniejszym zwyczajem nie możemy zapuszczać korzeni dłużej niż dwie doby  w jednym miejscu..:)  

















1 komentarz: