Podróż ... za pewne będzie to jedna z tych do której
będziemy wracać wspomnieniami nie raz nie dwa. Jedna z najlepszych podróży
życia do tej pory ale mamy nadzieje, że będzie nam dane przeżyć jeszcze lepsze
;) Wszystkiego co przeżyliśmy i zobaczyliśmy nie da się opisać słowami w kilku
zdaniach poniższe posty w chronologicznie opowiadają w skrócie historie naszego
pobytu . Z perspektywy czasu nie zmienilibyśmy miejsc które odwiedziliśmy
zastępując innymi dlatego też innym może ta liczba odwiedzonych miejsc służyć
jako pewna wskazówka. W podsumowaniu
warto było by wspomnieć o całościowych kosztach wyprawy, jednak tego nie
uczynimy wspomnimy tylko, że koszty zrobiły się większe niż myśleliśmy ale jest
to wynikiem faktu, iż mit bardzo taniej Tajlandii Malezji nie istnieje w takim
stopniu jak było to kiedyś. Za pewne na koszty wyprawy wpływ miał fakt. iż dwu
krotnie pokonywaliśmy trasę Europa Azja oraz fakt że nie oszczędzaliśmy gdy pojawiała
się możliwość zwiedzenie czegoś czy popłynięcia w jakieś wspaniałe miejsce.
Jeżeli chodzi o jedzenie i noclegi to staraliśmy się nie przepłacać i szerokim
łukiem omijaliśmy obiekty hotelarskie o
wysokim standardzie Wychodząc z założenia, że najlepszą kuchnie Azji poznamy
jedząc z „lokalnymi mieszkańcami” wybieraliśmy lokale gdzie zazwyczaj można
spotkać było mniejsze ilości Europejczyków czy Amerykanów a raczej w większość klientów stanowili lokalni mieszkańcy
odwiedzanych miejsc . Dzięki wyprawie tej w astronomicznym tempie zwiedziliśmy
znaczną cześć Tajlandii i Malezji oraz Singapur
wysypiając się często w środkach lokomocji mało śpiąc poznając
wspaniałych ludzi i ich zwyczaje staraliśmy się „uchwycić” jak najwięcej. Mamy świadomość , że nasze założenia zostały
zrealizowane. Myśli które nasuwają się
na myśl to za pewne te … chcemy tam wrócić J!!
czwartek, 28 lutego 2013
Turyn, Mediolan Powrót Dzień 23
Lądujemy w Paryżu tym razem mamy nieco więcej czasu na przesiadkę , dlatego już nie trzeba się spieszyć, bodajże różnica między jednym samolotem a drugim to niecałe 4 godziny , po naszych przygodach gdzie bywało i 15 min 4 godzinny pobyt na lotnisku CDG w Paryżu wydaje się czasem bardzo długim chociażby w naszym przypadku kiedy to mamy lot łączony i to w roli przewoźnika powinno być zadbanie aby przesiadka się udała. Po wyjściu z samolotu z Singapuru od razu w "rękawie przeszliśmy" do terminalu jednak przedostanie się do Terminala skąd odlatuje samolot do Turynu wymaga skorzystania z autobusów między terminalami... przez okna widzieliśmy śnieg lądując w Paryżu teraz o mroźnej temperaturze przekonujemy się na własnej skórze... Ubrani w wiosenne stroje szybko wracamy myślami do rzeczywistości , iż będzie tylko już zimniej ...Na lotnisku dostępne jest w naszym terminalu PS3 więc czas płynie szybciej ;) i nadchodzi godzina odlotu.. znów kontakt z temperaturą poniżej zera nie nastraja nas optymizmem. Lądujemy w Turynie z 20 min opóźnieniem. Tym razem nie robi już na nas to wielkiego wrażenia aczkolwiek obsługa samolotu po wylądowaniu wymawia moje nazwisko i prosi o podejście podczas wysiadania. Bardzo miła Pani stewardesa wręcza mi 5 biletów na lot z Turynu do Bari gdyż tych biletów nie wydrukowaliśmy sobie w Singapurze. , innymi słowy obsługa Alitalii w trosce o nas zadbała o to abyśmy się nie spóźnili na kolejny lot i postanowiła przyśpieszyć procedurę ... Pomimo faktu iż mieliśmy bilety wykupione na dalszy lot do Bari we Włoszech jednak wcale nie mieliśmy zamiaru z niego korzystać plan był inny. Jednak z uwagi na fatygę personelu pokładowego i obsługi lotniska tak aby nie wzywano nas przez megafon uprzejmie podchodzimy do odprawy informując iż nie będziemy lecieć samolotem , który za kilkanaście minut odlatuje. Tak aby inni pasażerowie czasem nie musieli przez nas zanotować opóźnienia. Pani w okienku trochę zdziwiona naszą postawą ale zaznacza skrupulatnie osoby i wykreśla nas z listy pasażerów. Z lotniska w Turynie udajemy się do centrum podróż trwa około 30 minut, wydawało się , że lotnisko jest naprawdę blisko jednak okazuje się to troszkę inaczej... Na godzinę 19 mamy bilety na pociąg z Turynu do Mediolanu dlatego też dzień ten poświęcamy na zwiedzanie Turynu. Pogoda nie jest już odpowiednia jak na nasze wiosenne ubrania pomimo faktu kilku stopni powyżej zera wieje zimny wiatr w związku z czym odczuwalna temperatura jest dużo mniejsza, dlatego i entuzjazm mamy mniejszy to chodzenia po Turynie. W kilku słowach o Turynie ... miasto pomimo braku swoistej reklamy ma swój duży urok i naprawdę da się polubić/spodobać. Architektura Turyńska robi na nas miłe wrażenie , planując tu przyjazd nie wiedzieliśmy czego się spodziewać , potraktowaliśmy wizytę tutaj dość po macoszemu nikt z nas nie zasięgnął jakiejkolwiek informacji co można i warto tu zobaczyć. Większą wiedzę zupełnie przypadkowo uzyskujemy od emerytowanego Włocha , który sam widząc naszą grupę osób podchodzi zagaduje i przedstawia dawkę informacji na najbliższy plan paru godzin gdzie iść i co warto zobaczyć w Turynie. Od tej pory Turyn przestaje nam się już kojarzyć tylko jako miasto przemysłowe gdzie Fiat ma swoją siedzibę ;) Czas zlatuje bardzo szybko ,podążając według wskazówek, zapada powoli zmrok oznaczając , fakt iż niebawem będziemy musieli zmierzać na dworzec na zaplanowany pociąg do Mediolanu. Jeszcze ostatnie zakupy na drogę aby uprzyjemnić sobie podróż ... Przypominając sobie podróż włoskim pociągiem z przed kilku lat na trasie Pisa - Florencja kończymy tym samym akcentem na drogę.. czyli włoskim winem z pysznymi oliwkami i wspaniałym włoskim serem pleśniowym. Pociąg jedzie naprawdę szybko prędkości dochodzące do 200km/h wyświetla informacja w pociągu w związku z tym faktem po upływie niecałej godziny znajdujemy się w centrum Mediolanu. W skrócie patrząc na kolej włoską przez pryzmat tego pociągu pozostaje nam w Polsce jedynie długo czekać na zmiany. Oczywiście nie ma nic za darmo bilety w włoskich kolejach pomimo , że znacząco wyprzedzają polskie jeżeli chodzi o standard podróży to niestety w cenie też są sporo różnią się od polskich kolei. Tak czy inaczej z dobrymi humorami kilka godzin spędzamy w Mediolanie , gdzie mamy okazje skosztować ponownie włoskiej pizzy w świetnym wydaniu. Samolot do Polski mamy dopiero następnego dnia rano z lotniska Orio Bergamo oddalonego godzinę drogi autobusem od centrum. Około godziny 23.30 przybywamy na lotnisko aby przeczekać czas do odlotu , nie jest może to najprzyjemniejszy fakt ale z uwagi na późny przyjazd do Mediolanu i wczesny wylot postanowiliśmy już te kilka godzin przeczekać na lotnisku. Zwyczajowo jak to bywa bez przygód nie było by podróży szczególnie tych naszych ;) więc i tym razem coś się musiało przytrafić ale reasumując w skończyło się dobrze ;). Zmęczeni po nocy na lotnisku zasypiamy w samolocie więc nawet nie wiadomo kiedy lądujemy w Warszawie. Warszawa wita nas śniegiem i mrozem czar , upałów już teraz pryska ostatecznie ;) , cóż każda podróż dobiega końca ... ale wspomnienia pozostają do końca życia ... i tak też jest tym razem :) :)
Singapur dzień 20,21,22
Singapur....
Po 12 godzinnej podróży Boeingiem 777 z pyszną kolacja
drinkami i śniadaniem, wylądowaliśmy w Singapurze. Lotnisko nowoczesne, czyste,
fascynujące i z rozmachem. Samo dojście do metra, które oczywiście jest
zintegrowane z infrastrukturą lotniska, zajęło nam dobre 40 minut krążąc wśród
drogich butików. Samo metro również czyste.. a dlaczego?. Kary są bardzo ale to bardzo surowe – picie w
metrze 500$ singapurskich, toaleta 1000$ itd., ale za to wszyscy tego
przestrzegają. 50 minut do China Town, gdzie mieliśmy zarezerwowany wcześniej,
miniaturowy pokój, z 4 łóżkami piętrowymi. Zmęczeni nocną podróżą, z plecakami,
spontanicznie spotkaliśmy Gajdera i Anię, którzy akurat nie mogąc się na nas
doczekać, wychodzili z hotelu, do którego my tak pragnęliśmy dotrzeć. Szybkie i
sympatyczne przywitanie, razem wróciliśmy do pokoju gdzie zrzuciliśmy bagaż, szybka " kill bacteria" na powitanie i ruszyliśmy na nocy spacer. Singapur i jego centrum
jest bardzo świeżym państewkiem, które swoją popularność i pieniądze zyskało
dzięki jednemu z największych portów przeładunkowych w Azji tym samym na świecie ...skąd wypływają
transportowce do europy, zalewając nas „chińszczyzną”. Piękne, szklane
wierzące, oświetlone przeróżnymi iluminacjami świetlnymi zapierają dech w
piersiach. Widać i czuć pieniądze oraz rozmach i dokładność w zagospodarowaniu
terenu. Marina Bay, czyli centrum, w którym znajduje się ogromna ekskluzywna
galeria połączona z najpopularniejszym i najbardziej znanym w Singapurze
budynkiem – hotelem SANDOS, robi naprawdę duże wrażenie. A wszstko to
usytuowane w scenerii szklanych biznesowych wieżowców wokoło olimpijskiego
zbiornika wodnego. Zmęczeni adrenaliną i długi spacerem wróciliśmy do hotelu
(piesze, bo to centrum jest dość blisko China Town) na zasłużony wypoczynek. Od
rana pobudka, śniadanie i wyruszyliśmy na dalsze zwiedzanie, gdyż wieczorem już
wylatywał Gajder z Anią a my następnego dnia również wieczorem.
Tego dnia wybraliśmy jedną z bardziej znanych atrakcji w
Singapurze – park rozrywki usytułowany na wyspie SANTOSA. Mała wysepka, na
którą dostać się można albo sky trainem, samochodem przez most lub kolejką
linową, którą oczywiście wybraliśmy. Widoki można sobie jedynie wyobrazić choć
i to jest bardzo trudne, gdyż to trzeba
poprstu zobaczyć. W parku rozrwyki ogromne tłumy ludzi i turystów wydających
ogromne pieniądze na miejscowe rozrywki. Np. największe na świecie akwarium pod
względem i lości wody, kosztowało 49$, jednak czas oczekiwania na w kolejce po
bilet to 60 minut – czas oczekiwania na wejście do akwarium 90-120 minut –
niestety tyle czasu na stanie w kolejkach nie poświeciliśmy. Wejście do studio
Universal z masą rozrywek wśród bohaterów filmów, wydanych przez to studio
filmowe, kosztowało 90$ co stanowczo przekraczało nas budżet, tym bardziej że
co dla niektórych kończył leciał 4 tydzień podróży.. w której jak wiadomo,
niepróżnowaliśmy ;] Czas niestety szybko
mija i trzeba było się zbierać do hotelu by odprawić do Polski Anie i Gajdera.
Powrót do hotelu, pożegnanie, kolacja u miejscowych ulicznych kucharzy i
spacerkiem na Marina Bay, by wjechać na „łyżwę” , łączącą 3 ogromne wieżowce, w
którym mieście się wyżej opisany hotel SANDOS, z restauracją na ostatnim
piętrze. Wejście nie było łatwe, gdyż powinna być rezerwacja stolika, to raz,
dwa rachunek musi wynosić minimum 30$ od osoby. Biorąc pod uwagę że było nas
5cioro, rachunek musiał wynieść minimum 150$ singapurskich – Drin za Drinem i wyszło
sporo więcej, ale cóż było warto, gdyż
panorama oświetlonego nocą Singapuru jest warta każdych pieniędzy. Opłacalne to
było o Tyle, że wjazd na punk widokowy, kosztuje po 28$ od osobu – ale za to
nie ma drinków i chipsów gratis ;]
Kolejny 24 dzień podróży był już ostatnim dniem tej jakże
niezwykle fascynującej podróży. Trochę było nam żal tak wspaniałych wakacji ale
wiadomo, wszystko co dobre szybko się kończy. Jeszcze relaksacyjny spacerek na
spokojnie do parku stalowych palm. Przeogromne, stalowe konstrukcje, obsadzone
i porośnięte bujną roślinnością czynią ten park jedynym w swoim rodzaju. To
trzeba po prostu zobaczyć – a macie okazję na zdjęciach poniżej. No i przyszła
godzina, na tyle późna, że należało już wracać, brać plecaki i… do domu. Po
drodze metrem podjechaliśmy tylko do dzielnicy tzw. Mała India – gdzie jak sama
nazwa mówi osiedlili się hindusi dając namiastkę swojego rodzimego państwa.
Wszyscy spakowani. Ruszamy na metro i lotnisko. Odprawa,
„małe” lotniskowe zakupy i do samolotu, gdzie z tym samym samolotem i tą sama
załogą 13 h polecieliśmy do Paryża. Oczywiście nie zabrakło kolacji, napojów,
wina, drinków, poduszki filmów i kocyków. Zmęczeni Singapurskimi wrażeniami, usnęliśmy
nieustanie zbliżając się do Europy, gdzie poprzez 2 loty i jazdę pociągiem
zakończyliśmy wspaniałą przygodę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
