Surat Thani – Dnia 9 ciąg dalszy….
Mimo, iż byliśmy niecały dzień, miasteczko okazało się niezwykle urokliwe. Poczuliśmy smak i zapach (dosłownie), oraz zobaczyliśmy prawdziwą, nie zepsuta turystami Tajlandie. Licznie porozwieszane nad ulicami charakterystyczne lampiony, targi z "oryginalnymi" ubraniami, stragany z najprzeróżniejszymi i wielokolorowymi potrawami, owocami, słodyczami oraz dodający wszystkiemu, niesamowitego klimatu niewidomy Pan, który powoli poruszający sie wśród tłumów ludzi, przygrywa tajska muzykę na małej plastikowej „trąbce” dmuchając w nią, co najlepsze, nosem. Setki skuterów, tuktukow, samochodów i ludzi pędzących za życiem, robi naprawdę duże wrażenie. Po zwiedzaniu z plecakami, bo byliśmy tu tylko przejazdem, udajemy sie do portu by "nocną" łodzią dostać się na wyspę Kho Phangan, gdzie uroczy Bengalu na plaży 5m od wody juz na nasz czeka zarezerwowany jeszcze z Polski. Łódź kosztuje 500BTH od osoby, ale po krótkim targowaniu zeszło na 400Bth. Przypadek jest o tyle ciekawy, ze normalna łódź płynie na wyspę 2h.. ta akurat całą noc, dlatego na pokładzie nie ma siedzeń, a materace z poduszkami rozłożone wzdłuż łodzi - wiadomo po co :) jeszcze szybkie zakupy. Woda, małe 10 cm pyszne bananki jakieś suweniry i wypływamy - start 23. Na statku jak to Polacy - mała impreza na pokładzie - i spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz